|
REFLEKSJA
Podczas
mojego pobytu w Londynie w marcu br. udałem się z wizytą
do Muzeum Czołgów w Bovington Camp, które zlokalizowane
jest nieopodal miejscowości Wool w
hrabstwie Dorset na południu Wielkiej Brytanii. Jeśli
chodzi o dojazd, to podróżowałem pociągiem relacji
London/Waterloo Station - Wool. Dotarcie do Wool
zabiera jakieś
2 godziny
z okładem, a potem pozostają jakieś 3 km do celu; miałem
farta, bo po około 300 m. z tzw. ,,buta"
zapytany o drogę kierowca busa, po krótkiej konwersacji,
zawiózł mnie pod samo muzeum (:
Co do krótkiego opisu zbiorów, godzin otwarcia,
cen biletów oraz innych podstawowych informacji, to odsyłam
zainteresowanych na stronę : www.tankmuseum.co.uk
- ja pokrótce tylko opowiem o kilku rzeczach, które
wzbudziły mój podziw.
Nad wspaniałą kolekcją pojazdów gąsienicowych,
kołowych oraz wszelkiego typu uzbrojenia
nie będę się długo rozwodził - trzeba
tam jechać i po prostu zobaczyć. Zbiory są doskonale
zachowane, powierzchnia do zwiedzania naprawdę duża,
szybko dostaje się oczopląsu - paradoksalnie
miejscami zbyt dużo pojazdów na ,,kupie"
uniemożliwia właściwe uchwycenie ich w obiektywie.
W muzeum w Bovington, co jest zresztą cechą
charakterystyczną dla wielu angielskich muzeów i co uważam
za świetną sprawę, zwiedzający nie jest tylko kolejnym
,,gapiem" - podczas wizyty mamy możliwość,
przechodząc przez przepołowionego wzdłuż
,,Centuriona" posłuchać przez chwilę, jak załoga
prowadzi ostrzał celów, a wyniki widzimy na ekranie
podobnym do kinowego. Dla zapalonych snajperów są
stanowiska z symulatorami karabinów - np.
powtarzalny Lee-Enfield, lkm Bren, ckm Vickers, na których
można za 1 funta przetestować swoje strzeleckie umiejętności.
Przy szczególnie ważnych i przełomowych konstrukcjach,
takich jak np. ,,Tygrys", możemy obejrzeć
film z historią powstania i działań danego wozu -
w tym akurat wypadku największe wrażenie, jak zresztą
od zawsze, robiły na mnie wyniki trafienia jakiegokolwiek
czołgu z 88-ki... Filmy te trwają z reguły ok. 15-30
minut, można usiąść, odpocząć i jeszcze się
dowiedzieć wielu ciekawych rzeczy. Niestety nie udało mi
się zobaczyć wielu z nich, gdyż czas gonił...Natomiast
najfajniejszą zabawką była symulacja strzelania po
paraboli do drugiego pojazdu schowanego za osłoną - wajcha na sprężynie, żelazna
kulka i taktyka podobna jak na piłkarzykach -
trzeba trochę potrenować, żeby w końcu ustrzelić
wroga.
Wizytę można by uznać za fantastyczną, gdyby
nie jeden detal - nie udało mi się zobaczy galerii
pojazdów z okresu I wojny światowej - znajdowała
się akurat w remoncie - cholerny pech ! Ale cóż,
może następnym razem szczęście mi dopisze...
Po zakończeniu zwiedzania pokręciłem się trochę
po okolicy, czego efektem są dwa ostatnie zdjęcia, na których
widać, że na okolicznych kierowców czyhają bardzo różne
niebezpieczeństwa...
To chyba tyle, zachęcam do wizyty w tym muzeum
- jest po prostu kultowe :)
z
dedykacją : "Dla mojej kochanej Paulinki"
"pozdrowienia
dla Paulinki i Wojtasa z Londynu"
autor:
Piotr Gawlik |