|
Krzysztof
Stecki
Łużyce 1945 - najmniej znana z polskich bitew?
Tytuł niniejszej pracy celowo został skonstruowany w
formie pytającej, gdyż Bitwa Budziszyńska dosyć rzadko
pojawia się na kartach polskiej historiografii wojskowej i do
dzisiaj bitwa ta kryje wiele pytań i niewiadomych.
Polska 2 Armia wraz z działającą na jej skrzydle 52 armią
radziecką miała zabezpieczyć lewe skrzydło nacierającego
w głąb Niemiec 1 Frontu Ukraińskiego marszałka Iwana
Koniewa. Celem terenowym 2 Armii było osiągnięcie i
zdobycie z marszu Drezna. W skład 2 Armii wchodziły: 5, 7,
8, 9 i 10 Dywizje Piechoty oraz 1 Korpus Pancerny w składzie
1 Brygada Zmotoryzowana i 2,3,4 Brygady Pancerne. Siły armii
uzupełniała 16 Brygada Pancerna ("spolszczona"
ex-radziecka), 5 pułk czołgów ciężkich, 28 samodzielny pułk
artylerii samobieżnej i inne jednostki. Łącznie dysponowały
one 21 czołgami ciężkimi, 275 czołgami średnimi i 136
działami samobieżnymi oraz 89161 żołnierzami (stan w
przeddzień operacji berlińskiej).
Niestety, analizują prace historyków polskich dojść
można do wniosku, że ponad 50 lat po zakończeniu II Wojny
Światowej wciąż nieznane są dokładne dane co do tego, z
kim walczyli polscy żołnierze. W opracowaniach pojawiają się
dosyć odmienne dane zarówno co do składu ugrupowania
uderzeniowego Grupy Armii Środek jak i jego liczebności
(tych ostatnich zresztą nie ma praktycznie żadnych).
Podawane są dosyć skrajne informacje: od ośmiu dywizji po
... dwie. A jest to dosyć istotne zagadnienie gdyż bitwa
budziszyńska była ostatnią wielką bitwą pancerną II
Wojny Światowej, w której wzięło udział co najmniej od
746 czołgów i dział samobieżnych (suma strat niemieckich i
liczebności jednostek polskich) po ... no właśnie. Nie
wiadomo ile. Siły polskie przed ofensywą liczyły 296 czołgów
plus 136 dział samobieżnych. W trakcie bitwy zostały
wsparte jednostkami radzieckimi (7 Korpus Zmechanizowany
Gwardii). Uwzględniając wcześniejsze straty (ofensywa trwała
od 16 kwietnia), to jednostki te na początku bitwy mogły
liczyć 250 - 300 czołgów plus nieokreślona ilość dział
samobieżnych.
Ze stroną niemiecką jest o wiele gorsza sprawa.
Przyjmując za pewnik straty niemieckie (nie jednak wiadomo,
czy dotyczą one całego okresu walk w tym rejonie czy tylko
starcia z 2 Armią), to siły te na początku liczyły co
najmniej 314 czołgów i dział pancernych. W tym miejscu
koniecznie trzeba dodać, że w zestawieniu strat nie ma
podanych rozdzielnie danych dotyczących czołgów i dział
samobieżnych. Jest to z jednej strony słuszne, gdyż w
realiach ostatnich miesięcy wojny niemieckie oddziały
pancerne wyposażano we wszystko, co było pod ręką, także
w działa samobieżne w miejsce etatem przewidzianych czołgów.
Z drugiej jednak strony działami samobieżnymi było także
wszystko to, co zamontowano na jakimkolwiek podwoziu. Czyli
oprócz klasycznych "stugów" czy "jagdpanzrów"
także montowane na podwoziach ciężarówek czy transporterów
opancerzonych działa przeciwlotnicze czy artyleryjskie. Pewną
wskazówką co do liczebności sił niemieckich mógłby być
ich skład. Tego jednak dokładnie nie znamy. Wydaje się
jednak, że wartością graniczną mogło by być owe osiem
dywizji, czyli około 80 do 100 tysięcy żołnierzy, licząc,
że każda z dywizji miała skład zbliżony do etatowego - co
jest i tak założeniem bardzo optymistycznym dla strony
niemieckiej. W bitwie po stronie niemieckiej wzięło jednak
udział więcej dywizji niż - można doliczyć się 13, a
nawet 14 niemieckich dywizji w tym regionie (plus mniejsze
jednostki) i jest ilość większa od tej, jaką przed bitwa
berlińską miała cała 4 Armia Pancerna broniące tego
regionu.
Dlaczego tej kwestii poświęcam tak dużo miejsca?
Dlatego, że w źródłach niemieckich można znaleźć dokładne
dane na ten temat i dają one wiele do myślenia. Zestawienie
sprzętu 4 Armii pancernej wykazuje, że w składzie jej
jednostek znajdowały się zaledwie 62 czołgi (plus 40 w 10
dywizji pancernej SS, ale nie jest jasne, czy wzięła ona
udział w bitwie) i aż 293 działa samobieżne (60 w dywizji
SS). Zastanawia po pierwsze bardzo mała ilość czołgów. Po
drugie - z 293 dział samobieżnych tylko część (211)
nadawała się do walki w charakterze czołgów.
Z kim więc walczyła polska 2 Armia. Na pewno z Grupą Armii
Środek. W momencie forsowania Nysy przeciwnikiem była
Dywizja Grenadierów Pancernych "Brandenburg", która
została przez Polaków zepchnięta z pozycji, jednak jej
resztki brały udział w późniejszych walkach. Dywizja
"Brandenburg" podlegała pod dowództwo Korpusu
Grenadierów Pancernych "Grossdeutschland". Prawym sąsiadem
"brandenburczyków" był LVII Korpus Pancerny, który
był pancerny tylko z nazwy, gdyż podlegały mu dwie dywizje
piechoty (72 i 6). Korpus ten jest o tyle istotny, że między
innymi on organizował przeciwnatarcie, lecz niektórzy
autorzy podają, że brały w nim udział tylko dwie podległe
mu dywizje. Należy to uznać za absurd, jednak teza o dowództwie
korpusu ma sens, gdyż jako sztab związków szybkich nadawał
się on do tego celu pod warunkiem, że dostanie odpowiednie
jednostki. A takie się pojawiły - nie wiadomo tylko dokładnie
jakie. Niemniej jednak faktem jest, że jednostki LVII Korpusu
kontratakowały - jednak było to w dniach 16-18 kwietnia, a
uderzenie wykonały na jednostki lewego sąsiada polskiej
armii - dywizje 73 Korpusu Piechoty z radzieckiej 52 Armii - i
wtedy korpus ten miał rozkazami 20 dywizję pancerną, która
należała do odwodów Grupy Armii.
Groźba załamania południowego skrzydła całej
niemieckiej armii wschodniej sprawiły, że Oberkommando der
Heeres przydzieliło dowództwu 4 Armii Pancernej, która
broniła się nad Nysą Łużycką, szereg jednostek, które
miały powstrzymać ofensywę, a które zasiliły dosyć silne
odwody pancerne Grupy Armii Środek. W rejonie, który nas
najbardziej interesuje, przed bitwą jako odwód znajdowały
się następujące jednostki szybkie. Była to 21 dywizja
pancerna w rejonie Cottbus, Oddział pancerny "Boehmen"
w rejonie Spremberga oraz 1 dywizja spadochronowo - pancerna
"Hermann Goering", 20 Dywizja Pancerna na południowy
wschód od Drezna, Dywizja Ochrony Hitlera w rejonie Spremberg
i 10 Dywizja Pancerna SS - tajże na południowy wschód od
Drezna (chociaż niektórzy lokalizują ją zupełnie gdzie
indziej). Ponadto na linii Łaby w rejonie Drezna organizowało
się 5 dywizji piechoty. W trakcie działań 4 Armii Pancernej
przydzielono: dowództwo Korpusu Spadochronowo - Pancernego
"HG" wraz z 2 dywizją Spadochronowo - Grenadierów
Pancernych (zmechanizowaną raczej nie, bo takich jednostek w
armii niemieckiej nie było już od kilku lat, a taką nazwę
spotkać można w niektórych publikacjach) a także 2 Dywizję
Pancerną SS, która przybyła w ten rejon w końcowej fazie
walk.
Historycy dosyć rozbieżnie podają, że w uderzeniu
na skrzydło polskiej armii wzięło udział:
a) Dywizja HG oraz 20 i 21 dywizje pancerne. Ta teza ma tę
wadę, że na pewno nie mogła to być 21 dywizja - ta została
rozbita między Spremberg a Cottbus przez jednostki
radzieckie. Gdyby jednak przyjąć ją za prawdę, to te
jednostki maksymalnie mogły liczyć (pełne etaty) 192 czołgi
oraz około 40 tys. żołnierzy (w tym czasie pod względem
ilości czołgów dywizje pancerne i grenadierów pancernych
miały tę samą organizację).
b) Dywizja Grenadierów Pancernych "Brandenburg"
plus bliżej nieokreślone Zgrupowanie Pancerne Wietershein.
Tu z kolei nie można się zgodzić z tym, by dywizja "Brandenburg"
brała udział w tej fazie walk jako w pełni sprawna
jednostka i to co najważniejsze - podstawowa w całym
ugrupowaniu, skoro została mocno "poturbowana" na
początku ofensywy jeszcze nad Nysą. Zresztą autorzy tego
twierdzenia grzeszą brakiem znajomości pewnych faktów.
Panzergruppe Wietershein było bowiem częścią ... dywizji
Brandenburg. Były to resztki (zaledwie batalion czołgów) pułku
pancernego dywizji, którego dwa pozostałe bataliony jej
zabrano. Trudno sobie wyobrazić, by tak słabe ugrupowanie
wykonało tak silne przeciwuderzenie.
c) niemieckie ugrupowanie nie wchodziło do walki w całości,
lecz ze względu na pośpiech i zagrożenie załamania całej
obrony na południe od Berlina poszczególne ugrupowania
wchodziły do walki w miarę przybywania kolejnych jednostek.
Prawdopodobnie początkowe ugrupowanie uderzeniowe składało
się z jednostek będących w danej chwili "pod ręką"
czyli odwodów Grupy Armii Środek: 1 Dywizji Spadochronowo
Pancernej "HG", 20 Dywizji Pancernej oraz
prawdopodobnie 10 Dywizji Pancernej SS plus jednostek piechoty
(w źródłach wymienia się 254 dywizję piechoty, ale to
jest błędne, gdyż chodzi w tym przypadku o ... jednostkę
radziecką, która miała ten numer i działała na południe
od 2 Armii). Siły te, przyjmując pełne etaty, mogły liczyć
od 315 do 335 wozów bojowych i 45 tys. żołnierzy oraz
jednostki wsparcia. Następnie do walki mogły zostać
wprowadzone kolejne oddziały: 2 Dywizja Spadochronowo -
Grenadierów Pancernych "HG", być może 600 dywizja
piechoty (rosyjska) czyli kolejne 64 czołgi i około 25 tysięcy
żołnierzy. Do walki włączyły się pododdziały skrajnej
dywizji z LVII Korpusu Pancernego i niedobitki dywizji "Brandenburg".
Sumując podane wyżej dane i cały czas przyjmując pełne
stany etatowe w dywizjach można podać, że po stronie
niemieckiej wzięło udział około 380-400 czołgów i dział
pancernych oraz 80-90 tysięcy żołnierzy, lecz ugrupowanie
uderzeniowe nigdy nie działało łącznie i nie osiągnęło
tak wysokiego stanu. Podane wcześniej straty niemieckie (dane
te są trudno weryfikowalne) są bardzo wysokie, gdyż wynoszą
około 20 procent w sile żywej i aż około 80 procent w
pojazdach pancernych. Wyliczenia te powstały w oparciu o
niezweryfikowane dane, jednak dają pewien obraz zaciętości
bitwy. Po stronie polskiej w sile żywej straty były podobne
(22 procent), a w czołgach i działach samobieżnych aż 57
procent. To też o czymś świadczy. W sumie całkowite,
podawane w polskich opracowaniach straty wyniosły: dla strony
polskiej 20160 żołnierzy (zabitych, rannych, zaginionych i
kontuzjowanych) oraz 205 czołgów i dział pancernych, a dla
strony niemieckiej 20500 żołnierzy zabitych i 550 jeńców
(tylko!) oraz 314 czołgów i dział pancernych oraz 135 dział.
Warto zwrócić uwagę na znikomą ilość jeńców. Najnowsze
publikacje trochę korygują wysokość strat polskich -
wyniosły one w sumie 18 232 żołnierzy: 4902 zabitych, 10
532 rannych i 2 798 zaginionych. Nieznana jest ilość jeńców.
d) Kazimierz Kaczmarek, autor, który bitwą zajmował się
najczęściej, podaje że: w pierwszym uderzeniu brały udział
część dywizji Brandenburg (1), 20 Dywizja Pancerna(2), 72
Dywizja Piechoty (3) i 1 Dywizja Spadochronowo Pancerna HG
(4), w drugim (21 kwietnia, tym, które odcięło siły główne
armii od tyłów) oprócz wymienionych jednostek także 21
Dywizja Pancerna (5), 17 Dywizja Piechoty (6) i 402 Dywizja
Zapasowa (7), później w tym rejonie pojawiły się jednostki
464 Dywizji Szkolnej (8) oraz 2 Dywizji Grenadierów
Pancernych HG (9), a następnie 269 Dywizji Piechoty (10), 545
Dywizji Grenadierów Ludowych (11).
e) natomiast Eberhardt Berent, autor jednego z najnowszych
opracowań, wymienia: 20 Dywizję Pancerną, 1 Dywizję
Spadochronowo Pancerną "HG", dywizję Brandenburg i
część pododdziałów 10 Dywizji Pancernej SS oraz 17, 72
Dywizje Piechoty, Kampfgruppe 545 (część oddziałów 545 DP),
404 i 464 Dywizje Zapasowe, 300, 311 i 236 Brygadę Dział
Szturmowych, 4 i 88 Batalion Niszczycieli Czołgów, 1384
Kompanię Niszczycieli Czołgów, 1 Batalion Pancerny plus
wiele mniejszych, niesamodzielnych oddziałów.
Przebieg bitwy.
16 - 20 kwietnia. 2 Armia Wojska Polskiego, tak jak i cały 1
Front Białoruski, przystąpiły do operacji berlińskiej 16
kwietnia 1945 roku. Forsowanie Nysy na ogół odbywało się gładko
lecz nie obyło się bez pewnych kłopotów. Walki z
pokonaniem pierwszych linii obrony niemieckiej były bardzo
zacięte, lecz na ogół polscy żołnierze skutecznie
spychali Niemców z kolejnych linii oporu. Największe
problemy z sforsowaniem Nysy miał 1 Korpus Pancerny, który
musiał skorzystać z przepraw sąsiednich jednostek
radzieckich, co opóźniło jego wejście do akcji. Do 19
kwietnia 2 Armia przełamała obronę niemiecką i udało jej
się dokonać bardzo głębokiego wyłomu w obronie
niemieckiej. Kłopoty miało jednak ugrupowanie pomocnicze
armii, które walczyło ze zmiennym szczęściem i to było
jednym z powodów rozciągnięcia armii. Pierwsze sygnały, że
armii zagraża niebezpieczeństwo pojawiły się już 16
kwietnia. Przede wszystkim zgrupowaniu pomocniczemu armii nie
udało się przełamać obrony niemieckiej, a w następnych
dniach 7 i 10 dywizja piechoty mozolnie spychały Niemców na
północny zachód. Do sztabu dotarły także informacje o
kontratakach wykonanych na skrzydło 52 armii, lecz całkowicie
je zignorowano. W dniach od 18 do 21 kwietnia pomyślnie
rozwijało się tylko uderzenie sił głównych Armii,
spowodowało to jednak, że Armia podzieliła się na trzy
zgrupowania rozciągnięte na przestrzeni 50 kilometrów.
Tworzyły je: 1 Korpus Pancerny z czołówkami między
Budziszynem a Dreznem. Na północ od Budziszyna znalazł się
sztab armii i jednostki wsparcia. 8 i 9 dywizja wraz z częścią
5 dywizji piechoty posuwały się powoli w kierunku Drezna, a
7 i 10 dywizja dalej walczyły nad Szprewą i Schwarzer Schöps.
Podobna sytuacja wytworzyła się u lewego sąsiada polskiej
armii. Jego 7 Korpus Zmechanizowany i 254 Dywizja Piechoty zajęły
Budziszyn, lecz na tyły tego ugrupowania zaczęły wychodzić
niemieckie oddziały przebijające się na północ. Dowództwo
niemiecki uważnie śledziło wydarzenia i postanowiło
wykorzystać nadarzającą się szansę. W niemieckich
sztabach w odróżnieniu od polskiego doskonale orientowano się
w ugrupowaniu przeciwnika. 21 kwietnia rozpoczął się
dramat.
21 kwietnia
Niemieckie przeciwnatarcie rozpoczęło się na wschód od
Budziszyna. Niemcy w ciągu 21 kwietnia dość łatwo wyszli
na tyły radzieckich jednostek i w ciągu 24 godzin połączyli
się z ugrupowaniem, które wiązało siły polskie na północy.
W ten sposób główne siły 2 Armii zostały odcięte i okrążone.
Jednak sztab armii zupełnie zlekceważył zagrożenie i
zachowywał się tak, jakby nic się nie stało. Dziwi to tym
bardziej, że przez cały dzień, 22 kwietnia, sztab 2 Armii
nie posiadał łączności z dowództwem frontu. W takich
okolicznościach wydano rozkaz, by 1 Korpus Pancerny posuwał
się na Drezno by po kilku godzinach go odwołać. Tymczasem
podczas niemieckiego kontrataku okrążone zostały tyły i
sztab 5 dywizji piechoty oraz 16 brygady pancernej. Okrążone
jednostki zostały praktycznie zniszczone. Zginął dowódca 5
dywizji generał Aleksander Waszkiewicz, a z 16 brygady ocalał
tylko jeden batalion.
22 kwietnia
Tymczasem generał Świerczewski rano 22 kwietnia wydał
rozkaz dalszego natarcia na Drezno trzem dywizjom piechoty i
korpusowi pancernemu. W ten sposób najbardziej wartościowe
jednostki zaczęły oddalać się od rejonu największego
zagrożenia w warunkach, gdy przerwane zostały linie
zaopatrzeniowe armii i zaczęła szwankować łączność. 1
Korpus Pancerny dotarł pod Drezno w południe 22 kwietnia
Od rana 22 kwietnia sytuacja armii zaczęła się pogarszać.
Niemcy zaczęli w wyłom wprowadzać nowe jednostki, a ciężar
walk powoli przesuwał się w stronę Budziszyna. Na tyłach 2
Armii zaczynał się prawdziwy dramat. Pozbawione osłony
piechoty jednostki artylerii próbowały ogniem na wprost
powstrzymać atakujących Niemców ponosząc olbrzymie straty.
Niemiecki atak spowodował pogłębiający się z godziny na
godzinę chaos, który zapanował w sztabie armii i poszczególnych
jednostkach. Zaczęła szwankować łączność, wojska
otrzymywały sprzeczne rozkazy (lub nie otrzymywały ich
wcale). Co gorsza - w dowodzenie zaczął się coraz wyraźniej
wtrącać sztab frontu, który zresztą nie za bardzo wiedział
co się w tym rejonie dzieje. Do 7 Dywizji Piechoty dotarł
szef sztabu frontu generał Pietrow i zaczął osobiście
dowodzić w rejonie Niesky (dywizja nie miała wtedy łączności
z sztabem armii). Dopiero w południe generał Świerczewski
zdał sobie sprawę z grożącej armii katastrofy i wydał
rozkaz wycofania spod Drezna 1 Korpusu Pancernego, który
znowu forsownym marszem pokonał tę samą trasę, którą
nacierał rankiem tego dnia. Pod Dreznem pozostawiono w
obronie 8 i 9 Dywizję Piechoty. Korpus przybył pod Budziszyn
wieczorem, lecz z marszu nie mógł opanować sytuacji.
23 - 24 kwietnia
O świecie tego dnia Niemcy wykonali kolejne uderzenie, tym
razem bezpośrednio na Budziszyn, który został zdobyty następnego
dnia. 1 Korpus Pancerny próbował kontratakiem odzyskać
miasto, lecz próba się nie powiodła. Co gorsza 2 Brygada
Pancerna poniosła ciężkie w boju spotkaniowym, a następnie
okrążona kolejne straty w ludziach i sprzęcie. Także inne
jednostki ponosiły straty, a sytuację armii pogarszała wciąż
potężna luka pomiędzy jej głównym ugrupowaniem a wolno
posuwającymi się do przodu 7 i 10 Dywizją Piechoty.
25 kwietnia
Tego dnia marszałek Koniew musiał osobiście interweniować,
by nie dopuścić do całkowitego rozbicia 2 Armii. Rozkazał
skierować w ten rejon aż osiem dywizji plus część sił 5
Armii Gwardii. Nakazał także ściągnąć spod Drezna 8
Dywizję Piechoty, co okazało się fatalne w skutkach dla
pozostającej tam 9 Dywizji - która w ciągu najbliższych
godzin została okrążona.
26 kwietnia
O świcie tego dnia Niemcy wykonali trzecie już uderzenie, które
według ich zamierzeń miało doprowadzić do rozbicia
polskiej armii i przebicia się niemieckiego ugrupowania na północ.
Z rejonu Budziszyna zaatakowały 1 Dywizja Spadochronowo -
pancerna HG i 20 Dywizja Pancerna. Zbieżne uderzenie na Königswarthę
wykonywała dywizja Brandenburg, która miała odciąć 9
Dywizję Piechoty i połączyć się z ugrupowaniem północnym:
2 Dywizją Grenadierów Pancernych HG i brygadą "Wolna
Ukraina". Niemieckim celem była Königswartha, gdzie mieściły
się główne magazyny amunicyjne 4 Armii Pancernej.
Niemieckie uderzenie spadło na 8 Dywizję Piechoty, która
mimo ofiarności żołnierzy musiała cofnąć się z
zajmowanych pozycji. Na niewiele się zdało wprowadzenie do
walki 1 Korpusu Pancernego i resztek 5 Dywizji Piechoty.
Tymczasem do rejonu walk wreszcie zaczęły zbliżać się 7 i
10 Dywizja Piechoty, jednak odległość między zgrupowaniami
nadal była zbyt wielka. Dopiero 28 kwietnia za cenę
olbrzymich strat udało się sytuację pod Budziszynem
ustabilizować, a w dniach 29 i 30 kwietnia przy pomocy
jednostek radzieckich natarcie niemieckie zostało zatrzymane.
Tragedia 9 Dywizji
25 kwietnia zginął oficer łącznikowy 9 Dywizji. Niemcy
znaleźli przy nim rozkazy wycofania jednostki wraz z mapą z
naniesiona marszrutą na nowe pozycje. Niemcy postanowili
wykorzystać nadarzającą się okazję i zniszczyć jednostkę.
Do dowódcy dywizji rozkaz o wycofaniu dotarł dopiero 26
kwietnia, lecz pułkownik Aleksander Łaski zignorował
informacje o zagrożeniu i wycofanie miało nastąpić trzema
nie ubezpieczonymi kolumnami. Tymczasem strona niemiecka na
trasie marszu przygotowała wiele zasadzek. W jedną z nich w
miejscowości Horky wpadła kolumna wioząca 300 rannych.
Niemcy nie brali jeńców. Główne siły dywizji zaczęły
wycofywać się wieczorem 26 kwietnia. Kolumny marszowe
atakowane były od tego momentu ze wszystkich stron. W
najtrudniejszej sytuacji znalazł się 26 pułk piechoty.
Kolumny maszerowały w coraz większym nieładzie, aż rankiem
27 kwietnia w dolinie pomiędzy Panschwitz, Kuckau i Crostwitz
26 pułk wpadł w zasadzkę. Polscy żołnierze stłoczeni na
otwartej przestrzeni byli łatwym celem dla karabinów
maszynowych i moździerzy. Ranny został pułkownik Łaski i
dostał się do niewoli, a z zasadzki wydostała się garstka
żołnierzy. 9 Dywizja w tym momencie przestała istnieć jako
jednostka bojowa (na przykład 26 pułk stracił 75 procent
stanu), a tymczasem sztab armii nie wiedząc nic o jej położeniu
wydawał jej coraz to nowe rozkazy.
Najważniejszym pytaniem, jakie pojawia się przy analizowaniu
bitwy, dotyczy celu niemieckiego natarcia. Przede wszystkim
trzeba raczej odrzucić tezę, że celem kontrnatarcia było
przyjście z odsieczą Berlinowi. Przede wszystkim siły
niemieckie były na to zbyt szczupłe i nawet w warunkach
niedoskonałej łączności (a taki fakt nie miał miejsca)
dowództwo niemieckie wiedziało czym dysponuje. Ponadto w
chwili, gdy wydawany był rozkaz do ataku, czołówki
radzieckie jeszcze nie dotarły do Berlina (zewnętrzny pierścień
obronny został przełamany w nocy z 19 na 20 kwietnia, wtedy
też rozpoczął się kontratak pod Budziszynem) i wydawanie
takiego rozkazu nie miało sensu.
O wiele bardziej prawdopodobna tezą jest chęć przywrócenia
w tym rejonie stabilnej linii frontu i pośrednio odciążenie
broniących się w lasach na południe od Berlina jednostek 9
Armii i części 4 Armii Pancernej. Podjęcie takie
zamierzenia o skali Grupy Armii a nie całego frontu było o
wiele bardziej wykonalne, zwłaszcza, że można było się
spodziewać potencjalnie słabszych jednostek znajdujących się
na skrzydle głównego ugrupowania atakującego Berlin. Za
podjęciem takiego właśnie zadania przemawiają inne fakty.
Wspomniane już wcześniej lokalne kontruderzenie na skrzydło
radzieckiej 52 Armii zakończyło się pewnym sukcesem, gdyż
jak wspomina marszałek Koniew, armia ta swoje zadania
wykonywała "dosyć niemrawo". Brak większej
reakcji radzieckiej mógł podpowiedzieć dowództwu
niemieckiemu, że po podciągnięciu posiadanych i
spodziewanych jednostek pancernych będzie można wykonać na
tyle silne uderzenie, że zagrożone zostanie skrzydło
radzieckiego frontu. Za taka decyzja przemawiał także zacięty
opór, jakie stawiły jednostki niemieckie w miejscowości
Spremberg i to miejsce mogło być celem terenowym
niemieckiego kontruderzenia. Przywrócenie nad Nysą
stabilnego frontu mogło rzeczywiście pomóc Berlinowi i
tylko w takim kontekście można twierdzić, że celem
niemieckiego kontruderzenia miał być Berlin.
W bitwie po stronie niemieckiej wzięło udział kilka
nietypowych jednostek. Pierwsze uderzenie 2 Armii podczas
operacji berlińskiej spadło na Dywizję Grenadierów
Pancernych "Brandenburg". To bardzo interesująca
jednostka, bowiem bardzo rzadko się zdarza, by na pierwszej
linii frontu jako zwykła piechota walczyli ... komandosi.
Jednostki "Brandenburg" w trakcie wojny zasłynęły
z wielu spektakularnych akcji, jednak realia zmusiły w końcu
do wykorzystania niemieckich komandosów jako zwykłej
jednostki frontowej. I tak właśnie powstała Dywizja
Grenadierów Pancernych "Brandenburg". Od stycznia
do 15 kwietnia dywizja ciągle znajdowała się w boju - w
styczniu przerzucona w trybie alarmowym z Prus Wschodnich w
okolice Kielc nie zdążyła wejść do walki jako całość i
pod naciskiem ofensywy styczniowej została wycofana wraz dowództwem
Korpusu Grossdetschland w rejon przyszłej Bitwy Łużyckiej.
Tu nad Nysą prowadziła cały czas walki obronne co spowodowało
znaczne osłabienie jednostki. W dniu rozpoczęcia operacji
berlińskiej jej obrona została przełamana, a dywizja z ciężkimi
stratami wycofała się w rejon na południe od Budziszyna. Tu
część jej oddziałów brała udział w kontrataku
niemieckim. Dzieje dywizji zostały zakończone w rejonie
Drezna, gdzie znalazła się po 30 kwietnia.
W niemieckim kontrataku prawdopodobnie wzięły udział
jednostki pancerne Waffen SS. Niektóre źródła wspominają
o tym, że były to najpierw 10, a potem 2 dywizja. Jest to o
tyle ważne, że dywizje Waffen SS były ostatnimi jednostkami
pancernymi w armii niemieckiej, których nie dotknęły cięcia
etatów. Wprawdzie po niepowodzeniach, jakie na początku 1945
roku doznała 6 Armia Pancerna SS na Węgrzech Hitler stracił
sporo zaufania do swej gwardii, to jednak wciąż były to
silne i doskonale wyszkolone jednostki. Polacy spotykali się
z nimi kilka razy. Obie dywizje - 10 i 2, walczyły z 1 Dywizją
Pancerną pod Falaise w sierpniu 1944 roku. "Druga
pancerna" doznała tam znacznych strat i musiała być
odbudowana niemal od zera. "Dziesiąta pancerna"
razem z bliźniaczą "dziewiątą" próbowały
odblokować worek Falaise, a ich atak spadł właśnie na
polskie jednostki. Z 10 Dywizją spotkali się następnie
polscy spadochroniarze pod Arnhem.
Część źródeł wspomina o tym, że polscy żołnierze
zetknęli się w tym rejonie z "własowcami". Określenie
jest to trochę nieprecyzyjne, gdyż tym mianem określano i
nadal określa się wszelkie oddziały rosyjskojęzyczne walczące
po stronie Wehrmachtu. Pomijając już fakt, że wśród jeńców
tego typu osób musiało być wiele, gdyż w formacjach tyłowych
znajdowało się wiele tak zwanych "hiwi" - pomocników,
którzy woleli służyć w niemieckim wojsku niż trafić do
obozu jenieckiego. "Własowców" w tym rejonie nie
było, ale jest bardzo prawdopodobne, że 2 Armia natknęła
się na 600 Dywizję Piechoty, która w dokumentach
niemieckich określana jest jako "rosyjska nr 1".
Nie podlegała ona pod rozkazy generała Andrieja Własowa, który
swoją Rosyjską Oswoboditielną Armię koncentrował w tym
czasie w rejonie Pragi, lecz była jeszcze jedna nieniemiecką
dywizją pod rozkazami, których w końcowym okresie wojny
powstawało wiele. Część autorów wspomina także o "7
pułku piechoty Własowa", ale nic więcej o tej
jednostce nie wiemy.
Wspomniany już wcześniej Korpus pancerny
Grossdeutschland był jedną z ciekawszych jednostek w
Wehrmachcie. Można śmiało stwierdzić, że była to
jednostka elitarna, o wysokich walorach bojowych. Spotyka się
ją przede wszystkim na froncie wschodnim, gdyż walka ze
"światowym bolszewizmem" była jednym z zadań jej
żołnierzy. Szlak bitewny jednostek wchodzących w skład
korpusu jest bardzo długi. W interesującym nas najbardziej
okresie korpus był już tylko cieniem dawnej świetności,
gdyż jego jednostki porozrzucane były po całym froncie
wschodnim i podlegały różnym dowództwom. W kwietniu 1945
roku sztab korpusu znajdował się niemal na linii ataku
polskiej armii w miejscowości Spreefurt. Pod jego rozkazami
znajdowała się wspomniana dywizja Brandenburg oraz utworzona
z jednostek ochronnych Dywizja Przyboczna Führera.
Kolejnymi elitarnymi jednostkami, z którymi przyszło
walczyć Polakom było dywizje spadochronowo - pancerne
Hermann Göring. Wbrew temu, co w świadomości wielu Polaków
utrwalił serial "Czterej pancerni i pies" nie były
to dywizje SS, lecz stworzone z nadwyżek Luftwaffe, czyli po
prostu jeszcze jeden kaprys marszałka Göringa. W ich nazwie
znalazł się człon "spadochronowa", lecz jej żołnierze
w większości nawet nie byli przeszkoleni do takich zadań i
walczyli wyłącznie na ziemi. Dywizje te były trudnym
przeciwnikiem, o czym zresztą przekonali się polscy
pancerniacy pod Studziankami. W rejonie Budziszyna jednostki
HG odtwarzały swoja zdolność bojową. Podobnie jak do
dywizji Waffen SS czy korpusu Grossdeutschland, właśnie do
nich najszybciej trafiał nowy sprzęt i nowi żołnierze z
uzupełnień.
Warto by zająć się także czymś, co potocznie można nazwać
"plamą na honorze Świerczewskiego". Wstępna
analiza przebiegu bitwy wskazuje na to, że sztab 2 Armii nie
pracował na wysokim poziomie. Zawodziło współdziałanie między
poszczególnymi jednostkami, dopuszczono do nadmiernego rozczłonkowania
armii co ułatwiło działanie stronie niemieckiej. Osobna
kwestią jest to, że oddziałom niemieckim udało się w pełni
zaskoczyć 2 Armię. Było to możliwe tylko dlatego, że po
stronie polskiej nie istniał wywiad szczebla operacyjnego.
Rozpoznanie spoczywało w rękach sztabów radzieckich i możemy
tylko przypuszczać, że dowództwo frontu wiedziało o
przygotowywanym ataku i nie przekazało tego stronie polskiej
albo, że także zostało tym zaskoczone. Pewną wskazówką
mogą być wspomnienia marszałka Koniewa. W jego memuarach
kontratak niemiecki nie zajmuje zbyt wiele miejsca co wskazywać
by mogło, że dowództwo frontu nie uważało sytuacji za
zbyt groźbą (co przemawia także za tym, że cele
niemieckiego ataku były bliższe niż dalsze). Jednak
momentami sytuacja musiały być co najmniej niepokojąca,
skoro codziennie do sztabu 2 Armii przyjeżdżał szef sztabu
frontu, a potem Koniew oddelegował tam swojego stałego
przedstawiciela. Tu nasuwa się pytanie - czy sztab 2 armii
nie radził sobie z zaistniałą sytuacją i dowodzenie
formalnie przejął ktoś inny, czy przedstawiciel Koniewa pełnił
tylko funkcję łącznikową? Na te pytania nie można jeszcze
dać jednoznacznej odpowiedzi.
We wnioskach końcowych trzeba zapisać przede wszystkim dwie
sprawy. Po pierwsze oczywistym wydaje się konieczność
opracowania monografii opisującej zarówno wysiłek polskich
żołnierzy podczas wszystkich bitew frontu wschodniego, jak i
podczas poszczególnych starć. Zasadniczym brakiem
dotychczasowych opracowań jest, oprócz nalotu
propagandowego, brak szczegółowych i rzetelnych danych,
przez co, jak właśnie w przypadku bitwy budziszyńskiej,
poszczególni autorzy wzajemnie sobie zaprzeczają. Zarzut ten
dotyczy w równym stopniu działań jednostek polskich jak i
niemieckich, którymi zresztą mało kto się zajmował, bo
nie było to mile widziane przez poprzednie władze
polityczne. Skutek tego jest taki, że w powszechnej świadomości
utrwalony jest "serialowy" obraz niemieckiej armii i
niemieckich żołnierzy. Chwały to nikomu, a już na pewno
polskim żołnierzom, nie przynosi.
Po drugie ta akurat bitwa stanowi ciekawa podstawę
badawczą do opisania zachodzących podczas niej kontaktów żołnierzy
polskich z miejscową, rodzimą ludnością serbołużycką.
Znane są bowiem fakty, że ludność ta pomagała ukrywającym
się żołnierzom polskim, gdy kilka jednostek 2 Armii dostało
się w okrążenie. Ciekawy i łatwy do przewidzenia, chociaż
także wymagający zbadania, będzie również stosunek do
nich żołnierzy radzieckich wkraczających na te tereny.
Ponadto bitwa budziszńska jeszcze raz pokazała, że
wyszkolenie oficerów niemieckich zawsze stało na wysokim
poziomie. W warunkach trudnej do wyobrażenia sobie
improwizacji zorganizowano i dosyć skutecznie przeprowadzono
silne kontruderzenie, które przynajmniej w odniesieniu do dwóch
armii (to jest 2 Armii Wojska Polskiego i 52 Armii
Radzieckiej) spowodowało całkowitą zmianę ich wcześniejszych
planów operacyjnych. Zorganizowanie w ciągu kilku dni w
ramach dwóch (lub trzech) dowództw korpusów ataku dywizji,
które nigdy ze sobą nie współpracowały, stawia wysokie świadectwo
sztabom niemieckim.
Na wysoka ocenę raczej nie zasługuje sztab 2 Armii,
jednak część winy nie leży po stronie polskiej. Wspomniane
już wcześniej braki w uzyskiwaniu informacji wywiadowczych,
a także chroniczny brak wysokokwalifikowanej kadry
oficerskiej (Katyń) odbijał się na wszystkich ówczesnych
jednostkach Wojska Polskiego, także walczących na froncie
zachodnim. Podkreślić natomiast należy niesamowite poświęcenie
zwykłych żołnierzy, którzy nie tylko w tej, ale i we
wszystkich bitwach stoczonych na Wschodzie, braki w
wyszkoleniu, a zwłaszcza doświadczeniu bojowym nadrabiali
walecznością i zaciętością w walce.
Kontrastem do tego jest postawa najwyższego dowództwa.
Generał Świerczewski, delikatnie mówiąc, nie stanął na
wysokości zadania. Propagandowy bohater wojny w Hiszpanii, w
1941 roku dowodził radziecką 248 dywizją piechoty, która
została całkowicie rozbita w kotle pod Wiaźmą. Z dywizji
ocalało tylko 5 żołnierzy i jej dowódca. Świerczewskiego
odsunięto wtedy od dowodzenia i przesunięto do szkolenia.
Przed objęciem dowództwa 2 Armii nie dowodził on żadnym większym
związkiem - korpusem czy armią. Nie miał potrzebnego doświadczenia
by zorganizować atak armii w warunkach słabego oporu
nieprzyjaciela, nie mówiąc już o ciężkiej bitwie z
jednostkami pancernymi. Lista błędów popełnionych przez Świerczewskiego
jest bardzo duża. Zmienił on na przykład ugrupowanie armii,
która według założeń sztabu frontu miała większość
swoich sił zgrupować frontem na południe dla ochrony przed
ewentualnym kontratakiem. Ta fatalna w skutkach decyzja zaważyła
na losie tysięcy żołnierzy. Sztab armii nic nie wiedział o
siłach, z którymi miała walczyć. Rozpoznano na pierwszej
linii tylko 9 z 13 batalionów broniących się bezpośrednio
za Nysą. Jakie wojska są dalej nie wiedziano nic.
Przed bitwą w sztabie armii panował niemal optymistyczny
nastrój. Nic więc dziwnego, że 1 Korpusowi Pancernemu
wydano rozkaz osiągnięcia Drezna w ciągu zaledwie kilku
dni. Jego dowódca, generał Józef Kimbar, w wydanym 15
kwietnia rozkazie pisał: "Pancernych i zmotoryzowanych
oddziałów nieprzyjaciela nie stwierdzono". Rzeczywistość
miała być diametralnie inna.
Bibliografia:
Eberhard Berendt, Die Kämpfe um Weißenberg und Bautzen im
April 1945. Podzun - Pallas. Wölferheim-Berstadt 1999.
Historia
Drugiej Wojny Światowej 1939-1945, t. 10, Warszawa 1983.
Kazimierz kaczmarek, Druga armia Woujska Polskiego, Warszawa
1978.
Kazimierz Kaczmarek, Polacy na polach Łużyc, Warszawa 1980.
Stanisław Komornicki, Regularne jednostki Ludowego Wojska
Polskiego. Formowanie, działania bojowe, organizacja,
uzbrojenie, metryki jednostek kawalerii, wojsk pancernych i
zmotoryzowanych. Warszawa 1987.
Iwan Koniew, Notatki dowódcy frontu 1943-1945. Warszawa 1986.
Edward Kospath - Pawlikowski, Wojsko polskie na Wchodzie
1943-1945. Pruszków 1993.
Organizacja i działania bojowe ludowego Wojska Polskiego w
latach 1939-1945, t. 3. Wybór dokumentów. Warszawa 1965.
Tadeusz Sawicki, Niemieckie wojska lądowe na froncie
wschodnim czerwiec 1944 - maj 1945 (struktura). Warszawa 1987.
Tadeusz Sawicki, Załamanie niemieckiego frontu wschodniego w
1945 r. Warszawa 1983.
Horst Scheibert, Panzer Grenadier
Division Grossdeutschland. Squadron
Signal Publications. Carollton 1987.
Michał Wasilewski, Polskie jednostki pancerne 1939 - 1995. Warszawa 1996
|