| Tomasz Nowakowski
nTW
|
|
|
Niemiecka broń przeciwpancerna
piechoty
PANZERFAUST
|

|
- Rozpoczynając
wojnę światową armia niemiecka dysponowała dwoma
standardowymi rodzajami sprzętu przeciwpancernego:
rusznicą i małokalibrowym działkiem ppanc. Używano dwóch
typów rusznic: PzB 38 (Panzerbuchse) oraz wprowadzonego
na przełomie 1939/1940 typu PzB 39, obydwa na specjalną
amunicję 7,92 mm. wspomniane działko nosiło nazwę PAK
36 (Panzerabwerkanone), miało kaliber 37 mm co odpowiadało
rozwiązaniom powszechnie wówczas stosowanym we
wszystkich armiach (por. polska armata ppanc. wz. 36, kał.
37 mm). Już wówczas sprzęt ten nie miał zadowalających
osiągów, ale pierwszy rok wojny rozegrany w błyskawicznych
kampaniach nie wymusił jeszcze wprowadzenia nowych typów
broni. W 1940 roku wyprodukowano jednak czołgi odporne na
działanie wspomnianych broni ppanc. (brytyjskie Mk II
Matilda i Mk III Valentine, sowieckie, jeszcze w fazie prób
T-34 i KW).
- Początkowo
Niemcy rozwijali klasyczne armaty ppanc. -- jedną z
nowych konstrukcji była armata ppanc PAK 38, kał. 50 mm,
która w sprzyjających warunkach (odl. 250 m, kąt
trafienia 0°) mogła przebijać nawet 141 mm
opancerzenia, niemniej rozpoczęcie kampanii rosyjskiej
wykazało nieprzydatność tej broni do zwalczania
wprowadzonych do walki (jeszcze w małych ilościach)
nowych czołgów sowieckich. Rozpoczęto więc prace nad
nową armatą, tym razem o kalibrze 75 mm i długiej lufie
-- tzw. PAK 40, która do uzbrojenia weszła jednak
dopiero z początkiem 1942 roku. Był to świetny sprzęt,
pozwalał na nawiązanie równorzędnej walki z T-34 już
na dystansie 1 km (przebijał 82 mm pociskiem
podkalibrowym, nawet przy kącie trafienia 30°), ale
wzrosły jego gabaryty a masa osiągnęła 1,5 tony, przez
co utracono podstawowy atut broni ppanc. dużą ruchliwość
i łatwe ukrycie w terenie. Aby zmniejszyć masę broni
ppanc. próbowano wykorzystać patenty E. Gerlicha,
wprowadzając serię armat o stożkowym przewodzie lufy:
- Schwere
Panzerbuchse 41, kał. 28/20 mm, leichte Panzerjagerkanone
41, kał. 42/28, oraz Panzerabwehrkanone 41, kał 75/55 mm.
charakteryzowała je wielka prędkość początkowa
pocisku (o specjalnej konstrukcji) przy małych rozmiarach
i ciężarze, produkcja jednak luf o zwężającym się
przewodzie i specjalnych pocisków pociągała za sobą
olbrzymie problemy technologiczne i materiałowe, uniemożliwiając
tym samym masową produkcję. (Warto dodać osiągi tych
armat: PzB 41 -- 52 mm pancerza na 500 m, kąt
trafienia 30°, 1e. PzJK 41 -- 72 mm pancerza w tych
samych warunkach, PAK 41 145 mm pancerza na 1000 m, kąt
30°).
- Wspomniane
armaty wyprodukowano w niewielkich ilościach wprowadzając
je do uzbrojenia w 1942 r. i użytkując do wyczerpania
zapasu amunicji, lub zużycia lufy -- co następowało
po kilkuset strzałach.
- Oczywiście
aby załatać wyłom nakazywano używanie artylerii
polowej (działo piechoty 1e. IG różnych wzorów, kał.
75 mm, haubica 1e. FH 18, kal. 105 mm) czy nawet armat
plot 88 mm -- skądinąd ten model był w stanie
zniszczyć T-34 z odl. 2 km. Wprowadzono też nowe rodzaje
pocisków -- podkalibrowe. Były to tylko półśrodki
nie rozwiązujące problemu. W krytycznej sytuacji
piechurowi pozostawała ryzykowna próba zniszczenia czołgu
za pomocą wiązki (1+6) granatów ręcznych St. Hgr 24
lub 39 ewentualnie EiGr 39, lub innych równie
prymitywnych i nieskutecznych metod. Lukę tę miały załatać
opracowane specjalnie do standardowej nasadki (Schiessbecher)
na karabinek Gew. 98k, przeciwpancerne granaty nasadkowe:
klein Gewehr Panzer Granate gross Gew.Pz.Gr, wreszcie
gross Pz.Gr 43. Miały one ładunek kumulacyjny, ale osiągany
efekt był mizerny:
w
zależności od rodzaju granatu można było osiągnąć
przebicie 30 do 80 mm pancerza na maks. dystansie 75 m.
Wobec takich rezultatów wprowadzono wkrótce przerobiony
z wycofanych z linii rusznic PzB 39 specjalny granatnik
GzB 39, okazało się jednak, że broń ta ma niewiele
lepsze osiągi balistyczne
(maks. zaś. skuteczny -- 80 m). Jako środek uzupełniający
wprowadzono od 1943 r. ręczny kumulacyjny granat ppanc.
PWM 1/L. W sprzyjających okolicznościach ten 1 kg granat
był w stanie przebić 150 mm pancerza z odległości
rzutu. Rychło pojawił się nowy granat H. Hol. Gr 3 Kg,
tzw. magnetyczny, z ładunkiem kumulacyjnym, rolę
stabilizatora przejął zespół silnych magnesów mających
spowodować "przylepienie" się granatu do
pancerza czołgu w ostatniej fazie lotu. W warunkach pola
walki zapewniał on przebicie 110 mm pancerza, za to
przylej wadze zmniejszyła się wydatnie odległość
rzutu.
- Opisany
pobieżnie rozwój niemieckiej broni ppanc. nie wniósł
istotnych innowacji i jasnym było, że trzeba wprowadzić
do uzbrojenia sprzęt spełniający następujące warunki:
-- masowa, łatwa i tania produkcja, --
maksymalna prostota obsługi, -- maksymalna skuteczność.
Osiągnięto to w drodze opracowania dwóch nowych broni:
pancerzownicy rakietowej, skopiowanej z amerykańskiej
Bazooki oraz indywidualnego, jednorazowego granatnika
ppanc. Obydwa te rodzaje broni opracowała a później
produkowała firma HASAG.
- Wspomniana
firma Hugo Schneider Aktien Gesellschaft dysponowała 10
zakładami produkcyjnymi na terenie Niemiec (oraz przejęła
jeden zakład w okupowanej Polsce -- Kielce), główne
biuro konstrukcyjne mieściło się w macierzystych zakładach
HASAG Lampenfabrik w Lipsku. Opracowanie problemu broni
ppanc. piechoty zlecono jednemu z tamtejszych inżynierów
dr. Langwielerowi. Jego prace doprowadziły do powstania w
ciągu 1942 r. tzw. Faustpatrone (nabój pięściowy). Była
to głowica o ładunku kumulacyjnym osadzona w krótkiej
rurze i miotana ładunkiem prochowym. Faustpatrone miał
doskonałe wyniki jeśli chodzi o przebijalność,
pozostawało tylko opracować sposób jego bezpiecznego
wystrzeliwania. Na przełomie 1942/43 roku pojawiło się
ostateczne rozwiązanie: przedłużono rurową wyrzutnię,
skonstruowano mechanizm odpalający i prosty celownik,
oraz nadkalibrową głowicę stabilizowaną
aerodynamicznie. Od sierpnia 1943 r. rozpoczęto
dostarczanie Panzerfaust 30 klein, a wkrótce potem również
Panzerfaust 30. Głównym producentem była wspomniana
firma HASAG-- broń tę wykonywały dwa zakłady:
- w
Lipsku, używający
kodu ,"wa" i w Schlieben, kod ,"wk". Nie oznacza to, że
byli to jedni producenci, znane są Panzerfausty pochodzące
z firmy Warz i Sp, Metallwarenfabrik G.m.b.H z
Zella-Mehlis (kod ,,ca", kooperantem (dostawa
rur z miękkiej stali) były zakłady Volkswagena w
Fallersieben, a nawet Zakłady Oerlikon w Zurychu.
- Od
października 1943 r. produkować miano miesięcznie 100
000 szt. wersji 30 k i 200 000 szt. wersji 30. Obydwa typy
miały identyczny zasięg (30 m do celu ruchomego),
identyczną wyrzutnię i urządzenie odpalające, różniły
się kalibrem głowicy i zdolnością przebicia: model 30:
kaliber
150 mm, zdolność penetracji
-- 200 mm, model 30k: kaliber 100 mm, penetracja
-- 150 mm. Dane te odnoszą się do dystansu 30 m i kąta
trafienia 30° i wynika z nich, że było możliwe
zniszczenie każdego czołgu owej epoki. Zapewniał to ładunek
kumulacyjny wykonywany z heksolitu (stop trotylu z
heksegonem), później również tylko z trotylu. Efekt
kumulacyjny wzmagała wkładka o odpowiednim kształcie,
wykonana z miękkiej blachy stalowej (miedzi ze względu
na koszty nie stosowano). Dla polepszenia własności
aerodynamicznych głowica miała czepiec balistyczny,
detonowana była prostym zapalnikiem bezwładnościowym
uderzającym w spłonkę osadzoną w małym ładunku
pobudzającym Zlindladung 34. Zapalnik był dodatkowo
zabezpieczony (przed przypadkowym zadziałaniem) przez
spiralną sprężynkę -- a cały w/w zespół
znajdował się załadunkiem kumulacyjnym. Aby
ustabilizować lot pocisku dołączono doń krótki
drewniany drążek, do którego przybijano prostokątne
lub trójkątne blaszki (ze sprężynującej, denkiem
blachy) -- pełniły one rolę brzechw
aerodynamicznych po opuszczeniu wyrzutni przez pocisk.
- Rura-wyrzutnia
wykonana była z miękkiej stali i była trwale połączona
z mechanizmem odpalającym i celownikiem. Wewnątrz rury
umieszczano tekturowy pakiet prochem--jako ładunek
miotający. Koniec rury zatkany był kartonową pokrywką,
zabezpieczającą przed przypadkowym zapchaniem przewodu
wyrzutni -- przy strzale wyrzucało go ciśnienie gazów
prochowych. Mechanizm odpalający składał się z iglicy
ze sprężyną, przycisku spustowego, bezpiecznika, nadto
dźwigni napinającej, będącej zarazem celownikiem. Działanie
bezpiecznika polegało na zasłonięciu kanału ogniowego
wiodącego od spłonki do ładunku prochowego. Jeśli
tuleja bezpiecznika została przekręcona o 1/4 obrotu,
odsłaniał się kanał ogniowy.
- Niezwykle
prosta była obsługa tej broni. Nawet nieprzeszkolony żołnierz
był w stanie ją wykorzystać posłużywszy się prostymi
instrukcjami nalepianymi na głowicy. Ważne było ścisłe
przestrzeganie odpowiednich środków bezpieczeństwa, o
czym przypominały stosowne napisy. Do oddziałów
Panzerfausty dostarczano w drewnianych skrzyniach, z
odpowiednimi oznakowaniami (np. Panzerfaust klein), po 4
sztuki ,,pięści pancernych" i pudełko kartonowe ze
spłonkami i pobudzaczami. Przed użyciem należało zdjąć
głowicę i założyć pobudzacz ze spłonką i ponownie
osadzić ją w wyrzutni. Przygotowanie uzbrojonej w ten
sposób ,,pięści pancernej" wymagało już tylko
wyjęcia zawleczki i podniesienia dźwigni celownika. O
ile nie trzeba było strzelać natychmiast, broń była
jeszcze zabezpieczona, jeśli strzał należało oddać
natychmiast, należało przekręcić bezpiecznik o 90° i
nacisnąć guzik spustowy. Do celowania służył
wysztancowany w kształcie X otwór w dźwigni napinającej.
Jego trzy wycięcia odpowiadały (od dołu poczynając)
20, 30, 40 metrom, jako muszki należało użyć najwyższego
punktu głowicy. Złożenie się do strzału było możliwe
tylko z oparcia o ramię (sposób zalecany przez instrukcję)
lub z pod pachy, strzelanie leżąc było zbyt
niebezpieczne. Powodowało to spore niedogodności w
czasie walki -- dla oddania strzału trzeba było się
podnieść przynajmniej do pozycji klęcząc, lub co
najmniej do pasa wychylić się z okopu. Wszystko to
wynikało z faktu, że z rurą wyrzutni w momencie strzału
rozciągała się 3-metrowa ,,strefa śmierci"
wytworzona przez wyrzucane do tyłu gazy prochowe z
resztkami korka. Podawano, że całkowicie bezpieczna
odległość za strzelającym wynosi 10 m, należało też
zwracać uwagę na przeszkody znajdujące się za
strzelcem -- mogły one odbić strumień gazów, a
nieprzestrzeganie tego warunku spowodowało wiele wypadków.
Minimalną wolną przestrzeń instrukcja określała na
jeden metr, a przypominać o tym wszystkim miał malowany
na czerwono lub czarno (a więc kontrastujący z tłem
-- piaskowym lub rzadziej oliwkowym, takimi bowiem
kolorami malowano tę broń) napis: Starker Feuerstrahl!
Vorsicht! Dla celów szkolenia produkowano też modele ćwiczebne,
bez ładunku kumulacyjnego Panzerfaust 30 klein Ub Bl i 30
Ub Bl.
- Panzerfausty
natychmiast znalazły zastosowanie na wszystkich frontach
(zwłaszcza wschodnim) okazując swoją wysoką skuteczność
działania. W okresie październik 1943 -lato 1944
produkowano opisane wyżej modele, jednocześnie pracując
nad uproszczeniem technologii i zwiększeniem zasięgu, co
zaowocowało wprowadzeniem modelu 60, który zastąpił
latem 1944 całą dotychczasową produkcję. Model ten
zasadniczo powielał rozwiązania stosowane w Panzerfauście
30. Identyczna była głowica, dodano tylko nit pełniący
rolę muszki, dla lepszej widoczności był on oznaczony
białą farbą. Zwiększenie zasięgu spowodowano poprzez
wzrost wagi ładunku miotającego, który nadawał teraz głowicy
prędkość początkową 40 m/s zamiast dotychczasowych 27
m/s. Największych zmian dokonano w mechanizmie odpalającym:
składał się on teraz z zespołu dwóch dźwigni
spustowej i celowniczej, nadto z płaskiej sprężyny z
bolcem. Po wyjęciu zawleczki stawiało się celownik do góry,
a naciśnięcie dźwigni spustowej podrywało w górę sprężynę
z bolcem, która następnie uderzała w spłonkę inicjującą
działanie ładunku miotającego. Opisane rozwiązanie umożliwiało
wytwarzanie wszystkich części mechanizmu z wytłoczek
blaszanych, potaniając i znakomicie przyśpieszając
produkcję. Model 60 był dostarczany nieuzbrojony, spłonki
z pobudzaczem pakowano osobno. Obsługa była identyczna
jak w poprzednich wzorach, głowicę przed wypadnięciem
zabezpieczała płaska blaszka z otworem -- po
uzbrojeniu, głowicy już nie zabezpieczano. Nastawy
celownika, wykonane jako prostokątne wycięcia ze
szczerbinką, odpowiadały teraz 30, 60 i 80 m -- ta
górna nastawa przynosiła efekty jedynie przy strzelaniu
do celów nieruchomych, przy słabym wietrze.
- Od
listopada 1944 równolegle ruszyła produkcja Panzerfausta
100, który był identyczny w szczegółach, ale miał większy
ładunek miotający podzielony na dwie części, tak aby
zapewnić równomierny wzrost ciśnienia gazów prochowych.
Maksymalny zasięg wzrósł w ten sposób do 100 (150) m.
(Nastawy celownika: 30, 60, 80, 150 m). Jednocześnie zaczęto
dostarczać tę broń już uzbrojoną w spłonkę i
pobudzacz, a więc gotową do natychmiastowego użycia po
wyjęciu ze skrzyni -- tym samym musiały wzrosnąć
środki ostrożności stosowane przy jej przewożeniu i składowaniu.
Co ciekawsze mimo tej innowacji nadal wykorzystywano stare
zapasy nalepek z instrukcją nakazującą uzbrojenie głowicy.
Na początku 1945 r. przygotowano dwa nowe modele
Panzerfaustów 150 i 200. We wzorze 150 wprowadzono istotną
nowość -- wielokrotne użycie rury wyrzutni.
Przekonstruowana (o zmniejszonym do 105 mm kalibrze) głowica
bojowa była teraz trwale złączona z ładunkiem miotającym.
Rura wykonana z materiału o podwyższonej wytrzymałości
miała żywotność obliczaną na 10 strzałów -- była
to istotna oszczędność, do tej pory traktowano ,,pięść
pancerną" jako sprzęt jednorazowego użytku,
porzucany po wystrzeleniu. Mimo, że optymistycznie zakładano
zbieranie rur z pobojowisk, przebieg działań wojennych
pokazał jak dalece mylne były te rachuby. Powtórnego załadowania
modelu 150 dokonać mógł sam użytkownik Przewidywano użycie
tej broni także do celów żywych, w tym celu opracowano
specjalną żeliwną skorupę, którą osadzało się na głowicy.
Przy wybuchu ulegała ona rozerwaniu rażąc odłamkami.
Model ten wszedł jeszcze do produkcji, ale z powodów
trudności z transportem nie został użyty w walce.
Kolejny Panzerfaust, oznaczony 250 pozostał tylko w
sferze projektów: miano zastosować w nim zwiększony ładunek
oraz odpalanie elektryczne, ponieważ zakończyły się
działania wojenne, nie ujrzał nigdy światła dziennego.
Współpraca: Kazimierz
Narloch
|